Dosłownie kilka dni temu pożyczyłem od kumpla najnowszą płytkę Kata i Romana Kostrzewskiego. Od czternastu lat bowiem Kat (wówczas jako zespół o nazwie jednoczłonowej) nie wydał żadnego albumu, nie licząc oczywiście nieporozumienia zwanego Minds Canibals. Po uprzednio przeczytanym wywiadzie z Romkiem wiedziałem, że spodziewać się mam starego dobrego Kata bez większych zmian. Tak właśnie przedstawiono w nim Biało-Czarną. Sceptycznie jednak nastawiony do nowego album wrzuciłem płytkę.
Kat i Roman krok po kroku
Crippled Black Phoenix w Warszawie
Od Black Metalu po Trip-Hop i… Bóg wie co jeszcze
Ten, kto czytał mój pierwszy artykuł na Muzykomachii, zapewne wie, że w muzyce cenię przede wszystkim brak jakichkolwiek ograniczeń i trzymania się konwenansów. Staram się wyszukiwać tego typu rzeczy, co na prawdę łatwe nie jest. Moim zdaniem ograniczenie się artysty (a muzyka bezspornie jest sztuką) mija się z celem samej sztuki. Ale to tak na marginesie ![]()
Czytaj dalej
Lepiej nie wiedzieć?
Jak istotna dla odbioru muzyki jest świadomość, jakim jej twórca jest człowiekiem, co ma na sumieniu? Czy te dwie sfery – twórczą i prywatną – należy rozpatrywać łącznie, czy oddzielnie? Jest generalna reguła czy wyjątki, które by ją potwierdzały? Rzeczy ważne albo mniej ważne, takie, których pominąć się nie da, i inne, o których można zapomnieć, udać, że się ich nie dostrzega?
Polski szajs dla frajerów
Zagraniczne płyty – polska cena. Jesienią 2006 roku pod tym podejrzanym hasłem wystartował eksperyment made by Universal Music Polska. Eksperyment (którego autorowi serdecznie przy okazji gratuluję) polegać miał na sprzedaży w Polsce zagranicznych tytułów w – jak to wdzięcznie ujęto – dodatkowym wariancie cenowym. Wariant ów, wedle oficjalnej propagandy, wynikać miał ponoć z renegocjacji wysokości tantiem z artystami i wydawcami. Dzięki temu możliwa stała się sprzedaż płyt w sugerowanej, jakże kuszącej cenie, 29.90 złotych.
Kto jest złodziejem?
Nieco ponad rok temu, zupełnie niezamierzenie, wywołałam małą burzę na pewnym krajowym forum, którego użytkownicy określali się mianem fanów muzyki elektro. O co poszło? Ano o to, że sprzedałam na ebay parę sztuk płyty, wydanej pod nazwiskami dwu światowej sławy gwiazd muzyki elektronicznej. Gwiazdy te dały w stolicy wspólny występ, firmując zarazem krążek, na którym znalazł się (mało udany zresztą) utwór powstały na okoliczność rocznicy inwazji armii radzieckiej na Polskę.
Raper łamiący mentalne bariery
Od muzyki wymaga się przełamywania pewnych barier, które tak na prawdę tworzą jej odbiorcy. Bariery te związane są z mentalnością pojmowania muzyki, gdyż mamy skłonność do zamykania jej w gatunki, podgatunki itp i ograniczać się tylko do nich. Postawmy się teraz na miejscu artystów traktujących muzykę jako jedną wielką całość pozbawioną sztucznych granic. Niewątpliwie wiele odwagi trzeba, aby wychylić się poza swój ‘rejon twórczy’, ale na szczęście na takich odważnych można jeszcze trafić. Wystarczy się tylko rozejrzeć.
Jak zrobić coś z niczego
Ostatni album Acid Drinkers, czyli druga część Fishdicka, pomimo wielu prób nie zachwycił. Chłopaki prężyli się jak mogli – był Czesław, była Ania Brachaczek, ale powiem szczerze płytka dupy nie urywa. Kwasożłopy próbowały w nieco ironiczny sposób zinterpretować klasyki muzyki rozrywkowej, a Fishdick miał być swego rodzaju rockandrollowym kabaretem. Co tu dożo gadać, słuchając krążka, banana na swojej twarzy nie uświadczyłem, zupełnie jak podczas oglądania kiepskiego skeczu, który wcale nie śmieszy.
Radio, głupcze
Jakiego radia słucham? Powiedziałbym Wam bez wahania. Nawet chwili bym się nie zastanawiał i nie martwił kryptoreklamą. Rzecz w tym, że ja go już po prostu w ogóle nie słucham. Przestałem zwracać na nie uwagę. Bo umarło, a żeby być precyzyjnym – zdechło.


Gdy mówimy o legendarnych zespołach ubiegłego stulecia, od razu jawi nam się przed oczyma postać lidera danej grupy. Każdy uosabia na pewno The Doors z Jimem Morrisonem, Led Zeppelin z Jimmim Pagem (tudzież z Robertem Plantem) a Nirvana w oczach wielu ludzi to praktycznie to samo, co Kurt Cobain. Przykładów takich znalazłoby się pewnie na pęczki, lecz owy schemat w muzyce nie zawsze lubił się powtarzać. Obok Nirvany, Zeppelinów i Doorsów nie mniejszą rolę w muzyce odegrała grupa Pink Floyd przywołująca na myśl… No właśnie… Kogo?



