W ostatnich dniach udało mi się uczestniczyć w koncercie zespołu De Press. Większość programu wypełniły utwory z wydanej w ubiegłym roku płyty “Myśmy rebelianci – piosenki Żołnierzy Wyklętych”. Po ich wysłuchaniu na żywo postanowiłem zachęcić wszystkich do zapoznania się z tym krążkiem.
Wydarzenia
Niepoprawność polityczna De Pressu?
Innobrzmieniowo nad Bystrzycą
Już po raz trzeci z rzędu w lipcowe dni Lublinem zawładnęły inne brzmienia. A dokładniej rzecz ujmując “Inne Brzmienia Art’n'music Festival”. I choć nie udało mi się uczestniczyć we wszystkich koncertach, to i tak to co usłyszałem oraz zobaczyłem, bardzo przypadło mi do gustu.
Festiwalowe lato .pl
Wakacje z roku na rok kuszą coraz większą liczbą festiwali. Nie można narzekać na brak gwiazd tego lata w kraju, gdzie jeszcze do niedawna do wyboru był tylko Sopot, Opole i Festiwal Pieśni Radzieckiej – od kilku lat można zobaczyć u nas bardzo ciekawe koncerty, niektóre wręcz za darmochę. Może komuś się przyda takie uporządkowanie letniego rozkładu jazdy…
Dlaczego nie warto jechać na Open’era?
Tytuł tego artykułu miał być pierwotnie zupełnie inny. Miał lekko stymulować myślenie i pobudzać inteligencję ludzką do rozwiązania jakiegoś rebusu z poziomu semi-pro. Przecież jednak kto jeszcze nie zdaje sobie sprawy z faktu, że na festiwale pokroju Open’era nie warto jeździć – niekoniecznie może wytrzymać taką intelektualną łamigłówkę.
Devil Driver, czyli jak pojechał kierowca diabła
Pewnego pięknego czerwcowego popołudnia postanowiłem razem z kumplami wybrać się do Stodoły na koncert Devil Driver. A że pogoda była naprawdę ładna, to nie spieszyliśmy się z wejściem do klubu. I tak oto dwa supporty (Malefice i 3 Inches of Blood) zleciały nam pod znakiem przedkoncertowej sielanki w jednym z pobliskich parków. Z dobrze poinformowanych źródeł dowiedziałem się, że wiele nie straciliśmy gdyż obie kapele grały przed ledwie garstką fanów.
Armia wszystkich zgarnia… czyli dwudziestopięciolecie
To hasło sprzed lat kojarzy się głównie z zasadniczą służbą wojskową, która na szczęście już jest tylko historią. Ale piątkowy, jubileuszowy koncert zespołu, któremu przewodzi Tomek “Budzy” Budzyński, najprościej można streścić właśnie tymi słowami.
Virrasztók, Arkona, Korpiklaani. Alibi, Wrocław, 19.05.2010
Koncert rozpoczął się punktualnie (co się rzadko zdarza), a otworzył go węgierski Virrasztók. Rozumiem, że suportowi zwykle nie daje się najbardziej potężnego brzmienia, ale to, co wrocławscy akustycy zrobili z nagłośnieniem, woła o pomstę (niekoniecznie do nieba).
Czytaj dalej

Sonisphere Festival to ponad sześć godzin muzyki i jak by nie patrzeć, pozostawiających niezatarte wrażenie. Jednak po kilku dniach gdy opadły emocje, można pokusić się o bardziej trzeźwą ocenę sytuacji. Kto i co grał każdy może przeczytać z wielu relacji, lub jeśli był, to sobie przypomnieć. Zaskakujące są pozamuzyczne aspekty wydarzenia.
Tym razem lista płyt, które trzeba dokładnie przesłuchać, by na warszawskim Sonisphere Festival nie czuć się zagubionym.
Sobotniego wieczoru, był 22.05, po pracy, odwiedziłem po raz pierwszy lokal o pięknej nazwie Metal Cave celem odreagowania ciężkiego tygodnia przy browarku i koncercie. Może krótko o samym miejscu, które znałem tylko ze słyszenia: piwko niedrogie (6 zł tyszczak) i chyba tyle wystarczy. Na miejscu przywitali mnie znajomi – Marta i Mati plus chłopaki z kapeli Oblivion (między innymi oni grali tego wieczoru). Bro, bro, gadka-szmatka … montuje się pierwsza kapela…




871 komentarzy »