Nieco ponad rok temu, zupełnie niezamierzenie, wywołałam małą burzę na pewnym krajowym forum, którego użytkownicy określali się mianem fanów muzyki elektro. O co poszło? Ano o to, że sprzedałam na ebay parę sztuk płyty, wydanej pod nazwiskami dwu światowej sławy gwiazd muzyki elektronicznej. Gwiazdy te dały w stolicy wspólny występ, firmując zarazem krążek, na którym znalazł się (mało udany zresztą) utwór powstały na okoliczność rocznicy inwazji armii radzieckiej na Polskę.
Najaktywniejszy na rzeczonym forum obrońca moralności święcie się oburzał, jakim prawem? To przecież kradzież w najczystszej postaci! Skoro płytę udostępniono za darmo, nikt nie powinien żądać za nią pieniędzy! Posypały się gromy, kwieciste epitety, zarzuty o pazerność, dumne zapowiedzi szeroko zakrojonych akcji denuncjacyjnych, od polskiej skarbówki (dochód) po zagranicznych prawników rzekomo okradzionych muzyków (prawa autorskie). Plus rozliczne spekulacje, na co to nie wydam zarobionych pieniędzy. Jad lał się tym obficiej, że forumowa święta inkwizycja rzygała nim anonimowo. Dla urozmaicenia rozgorzałej na forum dyskusji, postanowiłam – jako główny bohater, czy może raczej główny oskarżony – nadać jej, pod nazwiskiem, nieco bardziej rzeczowego wymiaru. A przy okazji przedstawić własny punkt widzenia.
Wskazałam zatem między innymi, że tak to już jest w kolekcjonerskim obrocie płytowym, że nabywanie i sprzedaż nie ogranicza się tylko do oficjalnie dystrybuowanych wydań. Jako przykład powołać można setki (tysiące?) materiałów wydanych na wszelkich możliwych nośnikach, oznaczonych wymownie „not for sale, promo only’, które niejednokrotnie znajdują nabywców za kwoty rzędu setek funtów, dolarów czy innych cywilizowanych walut. Poza tym, co to za zbrodnia, że kolekcjoner (tu: ja) uszczęśliwi paru innych maniaków od Stanów, przez Norwegię i Japonię po Australię, stwarzając im jedyną być może możliwość nabycia tytułu, którego we własnym kraju próżno by szukali, a który w ten sposób uzupełni ich drogocenne zbiory? Co więcej, sam sprzedający za uzyskane w ten sposób fundusze wzbogaci własną kolekcję o stuff, który ktoś kiedyś wydał w nadziei, że go sprzeda. Może zatem nie tylko nie stało się nic złego, ale wręcz przeciwnie - dobrego?
Każdy towar, w tym każda płyta, nieważne, oficjalna czy promo, warta jest tyle, ile ktoś inny skłonny jest za nią zapłacić. To prosta prawda rynkowa i nie ma się czym bulwersować. Kto miał szczęście i dostęp do promocyjnych wydań, bądź przewidział, że dana rzecz po paru czy parunastu latach od premiery zyska na wartości i sprzedawać się będzie nie za wyjściowe 12 euro, ale powiedzmy za 300, ten ma. I trudno. Wyjścia są dwa. Można albo drzeć szaty i rzucać błotem na oślep, albo następnym razem samemu skorzystać. Jednego dnia ja płacę za coś ciężkie pieniądze, innego – na czymś zarabiam.
Skala oburzenia wywołanego opisanymi wyżej transakcjami była zaskakująca, tym bardziej że przed występem twórców spornej płyty, darmowe – w założeniu – wejściówki na ich koncert wystawiano (z sukcesami) na najpopularniejszym krajowym portalu aukcyjnym za kwoty rzędu 600 zł. To jednak dziwnym trafem nie zaowocowało utworzeniem na rzeczonym forum wątku, gdzie można by zbluzgać tych, którzy na tym procederze śmiali wyjść na swoje. Tak czy owak, jedynym wymiernym – w moim odczuciu – rezultatem całego zamieszania stał się fakt, że po mnie na ebay ujawniło się wkrótce dwu kolejnych sprzedawców, rodem prosto z Polski, którzy upłynniali te same kompakty, z tą tylko różnicą, że o parę funtów taniej.
Nie dość więc, że moralność forumowiczów cierpiała w dalszym ciągu, to jeszcze ‘konkurencja’ zepsuła mi ‘rynek’. Kto wie, może nowi sprzedawcy zrekrutowali się nawet spośród krzykaczy z forum, którzy zmienili zdanie co do oceny moralnej mojego postępowania. Albo uznali po prostu, że skoro kasa i tak leży na ulicy, warto jednak po nią sięgnąć, zamiast przyglądać się biernie, jak zyskuje ktoś inny.
Kto jest złodziejem? Ktoś, kto sprzeda parę sztuk, darmowej – podkreślmy to – płyty (zatem sam twórca nic na tym nie traci), a pozyskany tą drogą cash wyda w całości na inne, oryginalne płyty, wspierając tym samym wytwórnie i twórców, czy raczej ktoś, kto radośnie ciągnie z sieci setki płyt, nic sobie nie robiąc z zaangażowania i trudu artystów poświęcających czas, energię, a niejednokrotnie i własne materialne zasoby po to, by dany materiał ujrzał światło dzienne? Oraz wytwórni, które – czego by o nich nie mówić – także inwestują co nieco w proces wydawniczy?
Niezależnie od wszystkiego, ciekawe to było doświadczenie. Zwłaszcza że miało miejsce w kraju, w którym szacunek do własności intelektualnej (we wszelkich jej przejawach) jest zjawiskiem – niestety – marginalnym. W kraju, który na ogólnoświatowej muzycznej mapie wydawniczej wciąż przeważającej części graczy jawi się jako wielka czarna dziura. Dlaczego? Bo tu muzykę się kradnie, nie kupuje, a sprzedaż idzie na tyle marnie, że próżno szukać na rynku większości limitowanych wydań czy singli, bo kto normalny przeznaczy na płytę kilka stów albo kupi krążek, trwający kilka, w porywach kilkanaście, minut? I nie o zarobki tu chodzi, a o wrodzoną skłonność do szajsu, kombinowania i sknerstwa, które – obok nieokiełznanej zawiści – tak dobrze definiują przedstawicieli naszej dumnej nacji.
mnk
Tagi: ebay, kolekcjonerstwo, kradzież muzyki, kupowanie płyt, promo






Just Looking…
When we were surfing very much last Monday we noticed a very good long post concerning…
Great information…
This is amazing. Our store checked out this guidance gratification when we are flabbergasted. We are curious about this sort of tasks. Experts appreciate cell phone provider record, and profit the effort in this. Please keep cutting. They are incredibl…
Visitor recommendations…
[...]one of our visitors recently recommended the following website[...]……
Recent Blogroll Additions……
[...]usually posts some very interesting stuff like this. If you’re new to this site[...]……
Gems form the internet…
[...]very few websites that happen to be detailed below, from our point of view are undoubtedly well worth checking out[...]……
Awesome website…
[...]the time to read or visit the content or sites we have linked to below the[...]……
Related……
[...]just beneath, are numerous totally not related sites to ours, however, they are surely worth going over[...]……
Further Insight……
[...]You do not need to be associated with these schemes. It is apparent you wish to be with a program that [...]……
Great website…
[...]we like to honor many other internet sites on the web, even if they aren’t linked to us, by linking to them. Under are some webpages worth checking out[...]……
Online Article……
[...]The information mentioned in the article are some of the best available [...]……
Sources…
[...]check below, are some totally unrelated websites to ours, however, they are most trustworthy sources that we use[...]……
Websites we think you should visit…
[...]although websites we backlink to below are considerably not related to ours, we feel they are actually worth a go through, so have a look[...]……
Wow!…
A very fascinating post….
Visitor recommendations…
[...]one of our visitors recently recommended the following website[...]……
Sites we Like……
[...] Every once in a while we choose blogs that we read. Listed below are the latest sites that we choose [...]……
Recommeneded websites…
[...]Here are some of the sites we recommend for our visitors[...]……
Check this out…
[...] that is the end of this article. Here you’ll find some sites that we think you’ll appreciate, just click the links over[...]……
Websites we think you should visit…
[...]although websites we backlink to below are considerably not related to ours, we feel they are actually worth a go through, so have a look[...]……
phentermine to get high…
phentermine tablets…
Read was interesting, stay in touch……
[...]please visit the sites we follow, including this one, as it represents our picks from the web[...]……
Websites worth visiting…
[...]here are some links to sites that we link to because we think they are worth visiting[...]……